— Co on za jeden? — zapytałem z trwogą.
— Takich nie sieją... mało się to tego tłucze po naszych czyśćcach?
— Ale on płacze?
— A pan myśli, że to on płacze: to wódka płacze... Pętak Barcewicz — mazgaj... Tu wymani115, tam przepije — i git!... Te, artysta, sztyl116... No, a jak będzie z naszym interesem?
— Z jakim?
— No, z tymi pieniędzmi.
— Nie chcę.
— Ojca się pan boi?... ja zaraz poznałem, że pan nieoblatany jeszcze, ale artysta pana wykształci: on umie filozofię.
Straszno mi było pośród tych ludzi-Morloków117.
— To może już jutro?