Kiedy po domkach z piasku pozostało na górce pustkowie, tylko widniały resztki fortecznych wałów i doły, skąd czerpano wilgotny piasek na budowę domków — zaraz po odkryciu szałasu Siedlickiego i Dawidczyńskiego w głębi lasu — zjawił się na pustej górce Troszkiewicz i zaczął budować szałas, który pierwszego dnia mu się nie udał, bo ani wprawy, ani gałęzi dość nie miał, a następnego już się udał.

Troszkiewiczowi pomagał Łęgowski, a podobno i Ulrich, podobno i Karaśkiewicz; Ulrich szybko się odłączył i wstąpił do niefortunnej, jak wiadomo, spółki z Cyganem i Kumą. Potem Troszkiewicz przeniósł się na Łysą Górę do szałasu Bartyzka jako prezes Drugiego Towarzystwa Przyjaciół Czytania; Karaśkiewicza spotykamy później u Pilawskiego na Łysej Górze, a ten129, kto mimo wielu nieszczęść wierny pozostał i nazwany być może pierwszym stałym mieszkańcem Miłosny — jest bezsprzecznie Łęgowski.

IV. Szałas Jelińskiego

Dziwne, trudne do wiary, a jednak prawdziwe. I Kowalczyk, który jeśli nie pierwszy nawet, to przecież był jednym z pierwszych, i Łęgowski — obaj zubożeli doszczętnie: Kowalczyk został stróżem Miłosny, Łęgowski ogrodnikiem w szałasie, którego był właścicielem.

Najbogatszy, najpiękniejszy w Miłośnie — to szałas Jelińskiego.

Jeliński jest uczniem Bartyzka z Łysej Góry. W ogóle stara metoda opierania szałasu o drzewo rychło wyszła z użycia i wszystkie następne budowane już były na wzór Bartyzkowego. Kopie się dół okrągły lub czworoboczny, niezbyt głęboki, wbija się skośnie trzy albo cztery grube gałęzie lub kije tak, by w górze schodziły się i opierały na sobie. Wierzchołki lepiej jest związać brzozowymi rózgami, jeśli nie ma sznurka, bo mogą się zesunąć130 i szałas się zwali. Taki jest szkielet szałasu. Teraz przestrzeń między kijami zarzuca się gałęźmi rozłożystymi, a wszystkie szpary zasypuje trawą, liśćmi, małymi gałązkami.

Jeliński kopał dół rękami, bo łopaty jakoś nie dostał. Nie zawsze łopaty sprawiedliwie mogły być wydane, bo wydawał je pan, a pan co może tam wiedzieć? Przy kopaniu pomagali niby to Królik, Mały i wścibski Cieniewski; ale Królik więcej przeszkadzał, Cieniewski więcej gadał, niż robił, a Mały niewiele miał czasu jako dyżurny warcab i fortec, a jeszcze bibliotekarz. Jeliński dwa dni sam pracował, bo go porzucili koledzy, a kiedy szałas był już gotów, przyszedł znów Mały i za radą pastucha zaczął wiercić komin w szałasie.

— Daj spokój, bo zwalisz — przestrzegał Jeliński.

Ale pastuch tak kusił, tyle pięknego obiecywał dymu, zobowiązał się nawet sam dostarczyć zapałek, że Mały szedł dalej za jego zwodnymi radami.

— Pan nie pozwoli — przestrzegał Jeliński.