VII. Pozostałe szałasy

Nie chcę nużyć czytelników, boć ostatecznie o każdym szałasie można by całą książkę napisać, a jednak wszystkie są do siebie mniej więcej podobne.

Każdy szałas ma odpowiedzialnego gospodarza, ma lokatorów stałych i przygodnych gości; zawsze ktoś się wkręci, co kłopotu narobi, a potem trudno go się pozbyć; zawsze jeden bajki opowiada, jeden jest ogrodnikiem.

Powstają nowe szałasy, inne giną bez śladu.

Osada w chwili najwyższego rozwoju liczyła czternaście szałasów, przeszło siedemdziesięciu mieszkańców, cztery okręty, plac zebrań — zaczęto robić wał i kopać sadzawkę, ale wykończyć już nie zdążono, bo powrót do Warszawy przeszkodził.

VIII. Towarzystwo Przyjaciół Czytania

Na ławce obok krzyża — tego samego w lesie krzyża, który Prawe Serce i jego towarzysze przystrajali kwiatami — zbierała się garstka chłopców dla wspólnych czytań.

Kiedy zaczęto budować szałasy, zwrócili się z prośbą o pozwolenie na zbudowanie szałasu nie na górce, a nieco z dala138, poza kolonią. Nie chcieli, aby im przeszkadzano w czytaniu; na górce było dla nich zbyt gwarno.

Władza niezbyt chętnie widziałaby szałasy pojedyncze i oddalone; że jednak każde zapoczątkowanie mające na celu oświatę władza w Wilhelmówce wita na ogół życzliwie — tym razem, w drodze wyjątku, udzieliła odnośniego pozwolenia.

Wybrali zaciszne miejsce, zaczęli kopać, natrafili na korzenie; przenieśli gałęzie w inne miejsce — toż samo. Dopiero nazajutrz szałas był gotów. Zebrali się, czytali, było dobrze. Jakież jednak było ich zdumienie i gniew, gdy dnia następnego zastali swój szałas zburzony.