— A przyjemnie jechać koleją?

— Przyjemnie — mówi Boćkiewicz i zajada chleb z masłem.

Mały Sulejewski — nie przeczuwając zgoła, że niezadługo będzie mężnym kapitanem okrętu — popłakuje z cicha i nos rękawem wyciera: siostra przyrzekła, że na kolonię13 go odprowadzi, tymczasem poszła, samego zostawiła. Och, losie, losie!

— O, patrzcie, jaki owies.

— To żyto, ośle, nie owies.

— A ty co?

Pociąg z hukiem wielkim przez most przejeżdża — i zaraz ktoś zapytuje:

— Jak się ta Wisła nazywa?

Słupy wiorstowe14 liczą, spierają się, czy mila15 ma siedem, czy czternaście wiorst — i co by się stało, gdyby tak chłopak wyleciał.

— Stacja Goworów16!