— Ja, żeby mi nie przeszkadzali, to bym już pół łazienki przepłynął...
Rozmowa na temat kąpieli nigdy się nie wyczerpie.
Jak się kto pływać nauczył?
— Mnie raz piłka wpadła do wody, ale nie moja, tylko chłopaka. Kazał sobie zapłacić dwadzieścia groszy — nawet niewarta była. Taka złość mnie wzięła, że myślę: albo się utopię, albo ją wyratuję. Włażę do wody, ale tak się boję, że strach.
— No i co?
— Ano nic: wyratowałem piłkę i pływać się nauczyłem.
— Ale troszkę już umiałeś? — badają przezorniejsi.
— No, troszkę to umiałem.
Drugiego znów chłopcy wrzucili do wody w łazience w Warszawie — zaczął się grzebać byle jak, wody się tak nachlapał, że potem godzinę w nosie go kręciło. Ale już potem pływał...
Kiedy się kto topił i jak go wyratowano?