— Zmory? Cóż to ma być takiego?

— Ano złe duchy... Bo mówią, że kolonia jest w lesie, a w lesie są zawsze duchy.

— Nie, na kolonii nie ma złych duchów; są tylko dobre duchy, wszystkie najłaskawsze i najdobrotliwsze. A w lesie są grzyby, poziomki, jagody — nie zmory.

Z boku, trochę na lewo od szosy, czerwieni się gmach murowany.

— Już?

— Nie, to dopiero Zofiówka; tam są dziewczynki.

Wybiegły przed las i z daleka powiewają chustkami.

— Wiwat18! — krzyczą chłopcy.

Chętnie by się zatrzymali, ale w domu czekają z kolacją.

Jeszcze mostek, kawałek lasu, łąka, polanka. Jesteśmy.