Indianie stali się modni od tej pory i na górce, gdzie później powstała osada Łysa Góra — mieliśmy teraz obóz myśliwski wolnych strzelców. Strzelcy zajmują się i rolnictwem po trochu — mają pługi, łopaty, brony, widły, stajnie, konie i lejce.
Najlepszym koniem jest mały czarny Józik Przybylski: ciągle chce jeździć.
— Już jeździłeś, odpocznij teraz — mówi Oko Sowy. Ale koń parska, rwie się i dęba staje.
Najlepszym zającem jest Niewczas, a psem — Felek, który chorował na zapalenie płuc; jest bardzo chudy i nie widać go w wysokiej trawie stepowej.
— Hau, hau, hau, hau — szczeka pies grubym głosem.
Paszcza Hieny strzela z łuku; a raniony zając piszczy:
— Pi, pi, pi, p-i-i-i-i!
Kiedy strzelców było już tylu, że nie obawiali się napadu, zaczęli budować domy. Przepraszam, źle się wyraziłem. Nie były to domy, a pieczary76, jaskinie, nie budowano ich, a kopano77 w ziemi, tylko dachy były z gałęzi. Daleko jeszcze tym dzikim ludziom do budowania kunsztownych szałasów...
Największa jest jaskinia Pajera, zwanego Frajerem Pompką, Czeczota, Pasiewicza i braci-bliźniąt Lenczewskich, bardzo do siebie podobnych.
Najmocniejszy dach ma jaskinia Klimczaka, Nowaka i Faszczewskiego, bo kiedy była wielka ulewa, wszystkie dachy poprzeciekały, tylko ich dach deszczu nie puścił.