Ale co tam: niech będzie, że się udało nie na rozkaz Kajtusia.
Miał ważniejsze dowody.
Zadała pani ćwiczenie. Nie chciało mu się, nie napisał. Ściągnie na pauzie od kolegi.
Ale nie lubi się prosić.
Może pani nie będzie sprawdzała?
Pani wywołała tego i owego. Wreszcie kazała Kajtusiowi pokazać zeszyt.
Przykro. Przecież postanowił zawsze dla pani lekcje odrabiać. Bo lubi panią i wie, że pani go lubi.
„Co będzie, to będzie. Chcę — żądam — rozkazuję. Niech będzie napisane”.
Idzie śmiało. Nawet nie otworzył zeszytu. Ale czuje, że musi się udać.
Zeszyt gorący taki, potem zimny, potem już zwyczajny. Oddaje.