Przestraszył się, kiedy zobaczył.

— Już dosyć!

Gdyby trwało dłużej, byliby się pokaleczyli, ręce i nogi połamali. Nie umieją przecież, a zresztą, jak się zmieszczą, w dodatku rozpędzeni?

Cisza zapanowała.

Groźna.

Kajtuś blady, spocony.

„Niech zapomną” — rozkazał.

Skończyło się szczęśliwie.

Jeden tylko leży na podłodze, za głowę się trzyma. Nie wie, czy go kto popchnął, czy się sam przewrócił.

Tylko jeden spadł z roweru i nabił guza.