A Kajtuś: „Niech się atrament zamieni w wodę”.
I zaraz.
— Proszę pana. Atrament nie pisze. To woda.
Zawołał pan woźnego.
— Wczoraj nalałem — mówi woźny. — Taki sam atrament, jak w całej szkole. Musieli chłopcy coś wsypać.
Dyżurny nie wie, nie widział. Był atrament. Nikt kałamarzy nie ruszał. Jakżeby nie zauważył?
Pan polizał raz i drugi, wypluł, wzruszył ramionami. Udaje, że rozumie.
— Poczekajcie. Powiem panu kierownikowi34. Cała klasa będzie odpowiadała. Dosyć tej łobuzerki. Nie uda wam się. Ołówkami pisać.
Ale nie mają ołówków. I klasówki nie było.
Jeszcze więcej zamieszania wywołał dziewiąty czar Kajtusia.