Wraca ze szkoły i szuka.
Nie szuka, tylko się rozgląda. Bo kto ma siłę magiczną, ten bez szukania znajdzie.
Idzie zwyczajnym krokiem, ani prędko, ani powoli. Idzie prosto, a potem już zygzakiem. Z początku spokojnie, ale potem już wątpić zaczyna.
Nie udało się.
Może wieczorem?
Są czary, które się udają tylko o północy. Zanim kur trzykroć zapieje.
Lekcje odrobił. Bierze za czapkę.
— Antoś, ty dokąd? Późno. Ojciec wróci z roboty.
— Przyjdę zaraz. Za chwilkę...
Na ulicy latarnie się już palą.