Błoto.

Tramwaj się przesunie. Samochód zaświeci — przeleci.

— Chcę znaleźć.

— Niech znajdę.

— Żądam. Rozkazuję.

— Złotówko, znajdź się.

Znalazł. Tak dziwnie.

Już wracał, żeby się w domu bardzo nie gniewali.

Tak dziwnie, kiedy zupełnie stracił już nadzieję.

Już wracał.