Trudno. Nie dziś, to jutro, nie jutro, to za tydzień.
Nagle samochód jedzie. W błocie coś błysnęło. Nachyla się: moneta. Obok latarni, na samym brzeżuszku chodnika. Wisi prawie.
Pięćdziesiąt groszy.
— Dobra nasza!
Chuchnął na szczęście.
— Dosyć.
I pędem, co tchu — do domu.
Drugi raz.
Chciał znaleźć na ulicy, a znalazł na schodach, ale tylko pięć groszy.
Tylko piątka; ale nowa, z blaskiem, jak złoto.