Wzięła pani dwa złote i pyta się tamtego:

— Twoje?

A tamten:

— Moje.

Dopiero wtrącili się chłopcy:

— On kłamie, proszę pani. Wcale nie jego. Nie miał. On udawał, że płacze.

Kajtuś spokojnie patrzy pani w oczy. Tamten stoi czerwony, zmieszany. Aż wyjąkał:

— Moje były całe: jedne, razem dwa złote. Nie osobno.

— Mogę mu dać — mówi Kajtuś. — Niech bierze.

Pani nie wie, co robić, a chłopcy buntują Kajtusia: