Nie darmo czarodzieje mieszkali w basztach samotnych albo w ostatniej na skraju wsi chacie. Może ukrywają się w lasach albo na dnie morza?
Sam czuje, że myśli najłatwiej mu się układają nad Wisłą, z dala od miasta, w spokoju; albo w ciszy wieczorem, kiedy leży w łóżku.
Tak sobie, wracając ze szkoły, rozmyśla i rozważa. A przed nim trzy dziewczynki.
Zajęły całą szerokość ulicy i śmieją się, popychają, dokazują i przejść nie dają. Gdyby to byli chłopcy, może by nawet nie zwrócił uwagi; a tak to bardziej zły jeszcze.
Deszcz pada.
„Chlapnijcie w błoto!”
Już leżą. Wszystkie. Umazały się jak nieboskie stworzenia.
Niech mają. Niech się nie rozbijają.
Drugi raz przekupce jabłka rozsypał.
Znał ją. Od dawna, zawsze tu handlowała. Czasem u niej kupował.