A może lepiej się stało.

Bo widzi, że nic, więc uspokoił się i prędzej zasypia.

A bardzo, bardzo już był zmęczony.

W domu zauważyli, że Kajtuś posmutniał, zmizerniał.

Stracił apetyt. Mało się bawi na podwórku. I śpi niespokojnie.

Dawniej pałaszował, że no. Chleb nie chleb, ser nie ser — kluski, kartofle, pierogi.

— Gdzie się to jedzenie podziewa w chłopaku? Je dobrze, a suchy jak szczapa.

Czytał babci gazetę, grał z ojcem w warcaby. Teraz nie je, wymawia się od wszystkiego: że go głowa boli.

— Pewnie chory. Trzeba doktora.

Zaniepokoił się Kajtuś.