Późnym wieczorem spać się położyli.
Z przyzwyczajenia sięgał pod poduszkę. Torebki nie było, a jeszcze go w palec ukłuło.
„Może wrzeciono?” — pomyślał, wysysając krew z palca; bo przypomniał sobie bajkę o śpiącej królewnie.
Ale nie na sto lat usnął, a na zwyczajne godziny. Obudził się rześki. Żadnego śladu na palcu nie znalazł..
W drodze do szkoły postanowił zbadać, czy choć trochę siły magicznej posiada.
„Niech temu elegantowi urwą się guziki i portki opadną”.
Zaraz jeden guzik się urwał i po kamieniach potoczył.
„Niech policjantowi czapka sfrunie”.
Podskoczyła na głowie, ale nie spadła.
„Władza moja trwa i wróci za miesiąc”.