Nosił nieraz za babcią, da radę i teraz.

Nareszcie. Chce odejść, myśli, że zwyczajna przysługa. A ona:

— Masz za fatygę na cukierki.

— Nie trzeba.

— Weź, bo mnie obrazisz. Należy ci się. Dziękuję za pomoc.

— Ha! — bierze czterdzieści groszy.

— Nie wydam. Zarobione. Schowam na pamiątkę.

I zadowolony, że własne, że wie, za co dostał, i wie, od kogo.

Zapisał w pamiętniku:

R. do mojej kr. — Kość. T. s. i. d. b.