A ten zaraz frunął w powietrze, bo wyrosły mu skrzydła.
Dwie panie, ta z teką i ta z chustką przy twarzy — stuknęły się o mur kamienicy i stanęły. Nikt teraz na nie nie patrzy: niech stoją.
Pozadzierali wszyscy głowy do góry. Tamci w samochodzie krzyczą ze strachu jak opętani.
A fruwający samochód znikł za dachami domów.
Zaraz policjant. I zaraz pan z gazety.
— Co się tu stało? Kogo przejechali?
— Nikogo nie przejechali, tylko jakaś nowa sztuczka amerykańska.
Każdy opowiada inaczej. Pan z gazety wyjął pióro i pisze.
— Jak się to zaczęło?
— A ooo, te dwie. Tam stoją. Tyłem chodzą. Tam pod ścianą.