I tak się właśnie stało: stoi posąg z wieńcem serdelków na głowie i gra na kiełbasie.

Siwy pan, jeden z wycieczki, rozgniewał się: mówi coś głośno i laską wymachuje. A drugi tłumaczy, że gniewać się nie należy, bo każdy kraj ma inne zwyczaje.

A Kajtuś dalej:

„Niech środkiem głównej alei przejdzie siedem słoni, pięć wielbłądów i trzy żyrafy”.

Są. Idą. Maszerują garbate wielbłądy, wywijają trąbami poważne słonie, a żyrafy kłaniają się małymi głowami na długich szyjach.

Jedne dzieci się cieszą, drugie boją: a dorośli myślą, że to tak na przyjęcie cudzoziemców.

Ale i tego było Kajtusiowi za mało.

„Niech wszyscy panowie będą w sukniach, a panie w spodniach”.

Teraz dopiero zaczęła się heca.

Bo stoi student z panną i patrzą na słonie.