— To znaczy, że się nie udał.
Zamachowcy postanowili wysadzić w powietrze restaurację, gdzie miał się odbyć bankiet.
— To pewnie znaczy: obiad.
Maszyna piekielna wybuchła przedwcześnie i wyrzuciła w powietrze...
— Co za maszyna? — dziwi się Kajtuś.
Dalej dowiedział się, że wezwano straż ogniową, która pozdejmowała z sufitu... „wyrzuconych siłą wybuchu” kelnerów.
Rannych na szczęście nie było.
Ukazał się nieznany typ samolotu. Gdy policja chciała sprawdzić dokumenty podejrzanych pasażerów, samochód wzbił się w górę i poszybował w kierunku zachodniej granicy.
Zerwali afisze zapowiedzianej prelekcji.
— Aha. To mój profesor Gwizdał. Jak tam było? Ekonomiczny?