— Wesołe miasto — mówi bogacz zwany królem okrętów i kolei.

I zwraca się do swego sekretarza:

— Trzeba opisać wszystko w naszych gazetach. Na pewno przyjadą tu bogaci ludzie, którzy się nudzą — żeby zobaczyć tyle ciekawych rzeczy.

Kajtuś doprowadził do porządku sklepy i zegary i ruszył w stronę mostu. Schodzi przez plac Zamkowy i Zjazd73 nad rzekę.

Dawniej chętnie patrzał, jak statki płyną, a piaskarze74 na płaskich czółnach dobywają żwir kubełkami na długich kijach.

Dziś statki wydają mu się małe i brudne, a marynarze wiślani — nieciekawi.

„Żądam, rozkazuję: niech tu będzie morze prawdziwe i wielkie okręty”.

I teraz dostał Kajtuś, na co zasłużył.

Niewidzialna ręka chwyciła go za kark, niewidzialna noga dała mu potężnego kopniaka.

Gdyby Kajtuś nie był zaślepiony swą władzą, musiałby przyznać, że zasłużył na taką karę.