„Ten nazwał mnie osłem, tamten smarkaczem. Ta wodą oblewa, tamten zerwał się do bicia. A dlaczego? Bo nie mam pieniędzy. Gdyby tak mieć złotówkę, wszyscy byliby grzeczni. I do kina wpuszczą. I wodę dadzą — nie tylko czystą, ale z sokiem”.

— Ile już było sklepów?

— Osiem.

— Nieprawda, bo dziewięć.

— Może się pomyliłem.

Zaczęli liczyć: razem z przekupką — dziewięć.

— No jazda!

Do następnego sklepu znów weszli razem.

— Proszę pokazać pasek.

Patrzy, przekłada, przymierza. Ogląda klamrę. Liczy dziurki. Chucha, wyciera. Grymasi.