— Nie, panie policjancie, my takich znajomości nie mamy.

— A ty poznajesz te panie?

— No, jeszcze by też! To właśnie te pokraki. Mało tacy z ciastkami nie wywaliłem w błoto. Bywa, że ktoś potrąci, bo gapią się i człapią jak ślepi. Ale one wyraźnie naumyślnie...

— A samochód widziałeś?

— Wszyscy widzieli, więc i ja. Oczy mam. W górę nie patrzyłem, bo miałem tacę na głowie, ale — jak się poderwał w górę...

— Więc co panie na to?

— Nic.

— To źle. Zapiszę, że panie odmawiają zeznań i milczą uparcie.

— Panie sędzio, my wcale nie uparte. Rozmawiałyśmy o dentyście i że w lecie razem wyjedziemy na urlop.

— Proszę podać adres dentysty.