Niestety. Nie zapomnieli. Pamiętają.

„Fatalnie ja to wszystko wymyśliłem. Nastraszyłem miasto; nakaleczyłem ludzi, konie, psy, koty.

Robiłem głupstwa i dawniej. Dokuczałem stróżowi i przekupkom. Biłem się. Zaczepiałem dziewczynki.

Ale wtedy byłem zwyczajnym dokuczliwym chłopakiem. A czarodziej nie może być błaznem ani łobuzem. Trzeba znaleźć jakąś radę. Tak dalej być nie może.

Trzeba znaleźć jakąś radę, bo to się może źle skończyć”.

To się może źle skończyć.

Na rogach ulic wiszą ogłoszenia.

Komenda Policji wzywa obywateli miasta do spokoju... Uprasza się, by przechodnie nie zbierali się tłumnie... bo to utrudnia pochwycenie złośliwego szkodnika... Wyznacza się 500 złotych nagrody.

„Ładnie się wykierowałem — myśli Kajtuś. — Jestem złośliwym szkodnikiem”.

W gazetach dużymi literami wydrukowane były nagłówki artykułów: