Siedzi Kajtuś na piasku nad Wisłą.
Patrzy na wodę, że płynie. Patrzy na chmury, że wysoko. Patrzy na ludzi, że pracują — na statki i łodzie.
Długo, bardzo długo nie myśli o niczym.
Widzi na środku rzeki mieliznę. Nic — piasek biały. Niby nic ciekawego, a patrzy.
Jakby czekał na jakąś myśl nową i ważną — i jakby czekał cicho i uroczyście na jakieś postanowienie.
Dziwnie mu, spokojnie; jakby wesoło, jakby smutno. Nic — patrzy, czeka.
Nagle...
„Wiem już. Zbuduję zamek obronny na wyspie. Na środku Wisły. Nieduża wysepka, a na niej zameczek z wieżyczką i ogródek nieduży”.
Bo przykrzy się w domu. Okna wychodzą na ciemne podwórko, mury szare i odrapane. Ani drzew, ani kwiatów.
Teraz będzie inaczej.