Biegnie do okna.
Teraz strzał pojedynczy. Widzi, jak pocisk prosto w okno leci. Nagle się zatrzymuje w powietrzu. Nie ma chwili do stracenia. Chce wyskoczyć przez okno, wybija ręką szybę. Skaleczył się: krew.
Z trzaskiem otwierają się drzwi.
— Uciekaj!
Biegnie.
Huk! Sypią się cegły. Kajtuś już na schodach. Już przed domem. Zimno; Kajtuś nie ubrany.
Ktoś dotknął go końcem laski: jest w ubraniu.
— Tędy. Prędzej! Tu, tu!
Pchnięty, myślał, że wpada do wody. Nie, siedzi w motorówce. Zakołysała się. Odpłynął.
Huk, trzask. Jakby teraz dopiero wszystkie pociski uderzyły w wyspę.