Ciemno. Tylko woda szumi.

Dopiero oprzytomniał ze snu i z tego, co przeżył.

Kto strzelał? Kto światło zepsuł? Kto zamknął drzwi, kto otworzył? Jakieś dwie siły stoczyły o niego bój: jedna go chciała zgubić, druga ocaliła.

Wyszedł Kajtuś na brzeg. Zatopił łódź. Ujrzał sylwetkę dwóch konnych żołnierzy.

„Chcę, żądam: czapka niewidka”.

„Żądam, rozkazuję: czapka niewidka”.

Skrył się. A był czas najwyższy, bo w tej chwili lampka elektryczna oświetliła miejsce, gdzie stoi.

— Słyszałeś — mówi pierwszy żołnierz. — Ktoś wylądował.

— Słyszałem, ale nie ma nikogo.

— No nie ma: ani łódki, ani człowieka.