Teraz już wielki reflektor wojskowy oświetla Wisłę, przeszukuje wybrzeże.
— Patrz. Na czysto sprzątnęli wyspę i zameczek. Szkoda: ładny był.
— Ładny. A zdawało mi się, że nie trafili.
— Co mieli nie trafić? Równo jak po stole. Wyspa to nie okręt i nie aeroplan. Wycelowali prosto w latarnię. Nasza artyleria dobra.
— Sprzątnęli czarodzieja.
— Ty wierzysz, że to był czarodziej?
— Tak podobno mówią uczeni. Albo Gwiazdor91 z innej planety, albo czarodziej. Sierżant opowiadał.
— Po mojemu po co go było ruszać? Siedział spokojnie — grał, śpiewał; ludziom było weselej.
— Nie moja kompetencja. Władza wie, co robi. A jak most sztorcem postawił i powywracał drzewa? Wiadomo, co takiemu wpadnie do głowy?
— Można mu wytłumaczyć. Przydałby się Polsce czarodziej.