— Daj ty spokój. Być u takiego w niewoli?
— Nasi podobno (sierżant mówił) nie chcieli jeszcze strzelać. Niemiec się uparł.
— Ano; utopili i kwita.
— Kto wie: jeżeli czarodziej, może się wyratować; teraz dopiero mścić się zacznie.
— Nie moja kompetencja. Władza wie, co robi.
Pojechali.
„Więc to swoi do mnie strzelali? Nie, nie będę się mścił. Trzeba iść w świat”.
Zgarbił się i ciężkim krokiem ruszył naprzód.
Rozdział jedenasty
Zebranie w Genewie — Uczeni radzą — Czary czy nie czary? — Nieznany Iks