— Ilu ma jechać uczonych?

— Niech jedzie dziesięciu.

— Dobrze. Pojedzie dziesięciu. Kto?

— Jeden uczony fizyk, jeden uczony chemik, jeden inżynier, doktór...

— Panowie koledzy — woła Niemiec. — Tak nie można. Trzeba zastanowić się, trzeba pomyśleć. Dlaczego ma być uczonych dziesięciu, a nie ośmiu albo dwunastu?

— Owszem, zastanawiaj się pan; kto panu broni?

— Rozważaj pan, jeśli pan ma czas — krzyknął Włoch — bo my nie mamy czasu! Nieznany jest jak wulkan, który każdej chwili może wybuchnąć. Mówię tak, bo mam dokładne wiadomości z Warszawy.

— Spokojnie. Chwila cierpliwości — uspokaja zebranych Anglik.

Francuz wyjął z kieszeni zgnieciony kawałek papieru, pożyczył od Anglika ołówek i pisze coś.

Wszyscy czekają, a Niemiec mruczy pod nosem: