A pani mówi dalej — cicho, jakby w sekrecie, jakby radząc się Kajtusia:

— W szkole miałaby koleżanki, więcej rozrywek. Smutno jej będzie teraz w domu. Gdyby miała siostrę albo brata...

Kajtuś nagle postanowił:

„Zamiast do Paryża — do nich pojadę”.

Już nawet nie słucha, tylko myśli, jak to urządzić. Bo co sam będzie robił w Paryżu?

Zmęczony był. Ziewnął.

„Co znaczy zacisze? Czy że tam cicho, czy wieś tak się nazywa? Jak wygląda ten Andrzej, czy rosną maliny, czy jest altanka i ule, i drewutnia?”

Drzemie Kajtuś i myśli na przemian, a koła wagonu stukają o szyny.

Tymczasem świtać zaczęło.

Zosia się obudziła. Przeciera oczy, poprawia włosy — zaraz do okna.