— Patrz. Przecie to Kajtuś. Z pewnością go poznaję.

— Głupiś. Sam przyjechał? I tak elegancko ubrany, i z walizą bogatą?

— Więc dobrze. Spytamy się, zobaczymy.

— Chcesz, to się pytaj. Ja się nie będę na pośmiewisko narażał.

Tak rozmawiają dwaj chłopcy: jeden taki duży jak Kajtuś, a drugi starszy.

Patrzą oni, patrzy Kajtuś.

„Chyba ich znam? Gdzieś ich widziałem”. Ale nie może sobie przypomnieć.

— Przepraszam bardzo, czy pan z Warszawy przyjechał?

— Tak, panie — odpowiada Kajtuś, także po francusku.

— Przepraszam, czy pan zawsze mieszkał w Warszawie?