— Jeżeli daleko, lepiej pojedziemy.
— Ach, nogi cię bolą. To Paryż, bracie. Przyzwyczaisz się.
Ano: cyrk.
— Daj forsę. Stań tutaj; ja pójdę do kasy po bilet.
Dał Kajtuś sto franków.
— Ho, ho — wcale zacny papierek.
Na próżno czeka Kajtuś. Uśmiechnął się — domyślił.
„Zgolili mi trochę gotówki. Niech im będzie na zdrowie”.
Stanął sam w kolejce przed kasą.
— Gdzie oni się wszyscy pomieszczą?