Dyrektor cyrku odwraca się. Patrzy. Nie rozumie.
Galeria krzyczy:
— Nie błaznować! Kanciarze! Nie zgrywać głupich!
Ale parter i loże — bogata publiczność się śmieje. Ciekawi, jaką to niespodziankę przygotował dyrektor. Bo znany był z dowcipnych pomysłów.
A widok był naprawdę zabawny. Jak boks boksem, nie widział nikt jeszcze takiej pary.
Murzyn też myśli, że to żart białych panów. Podchodzi z uśmiechem do Kajtusia, chce go wziąć na ręce, podnieść do góry, żeby lepiej małego widzieli...
Ale Kajtuś wyrwał się, skoczył i tak jakoś całym ciałem zręcznie uderzył, że Murzyn się obalił, a Kajtuś na niego. Podnosi się niezgrabnie Murzyn, a Kajtuś już w rękawiczkach, uderzył go dwa razy. Kajtuś stoi, a Murzyn leży.
Teraz już wszyscy się śmieją.
— Dobrze malec udaje. Niech pokaże, czy silny. Niech pokaże, co umie.
Skinął Kajtuś na dyrektora cyrku, coś mu szepnął do ucha.