Wychodzi na arenę dyrektor cyrku w czarnym fraku.

— Turek zachorował — tłumaczy.

— Kłamstwo! Oszustwo! Pokazać go — krzyczy, a potem ryczy galeria.

Doktór i higienistka prowadzą Turka; widać przecie, że walczyć nie może.

— Ma gorączkę. Nos obandażowany.

— Dlaczego nie uprzedziliście? Oddać pieniądze. Nie uda wam się!

Nagle Kajtuś zrywa się ze swego miejsca. Nikt na to uwagi nie zwrócił. Zasłania twarz czerwoną maską. Nikt go nie zauważył jeszcze. Przepycha się do przejścia, zbiega po stopniach na dół i krzyczy potężnym głosem:

— Ja Turka zastąpię. Ja będę walczył.

Chcą go zatrzymać lokaje w czerwonej liberii, ale nie zdążyli. Już jest na arenie.

— Czerwona maska! Czerwona maska! Co to za chłopak?