— Lu go! Jeszcze! Mocniej!
Wtedy właśnie wolne miejsce obok Kajtusia zajęła piękna pani.
Kajtuś krzyczy, a ona patrzy z uśmiechem. Potem wyjmuje z torebki kubek i flakon i zapytuje uprzejmie:
— Może kieliszek wina?
A Kajtusiowi w gardle zaschło od tego wołania. Wziął, wypił, podziękował. Oddał kubek złoty.
Nareszcie.
Wychodzi Murzyn. Łyska białkami oczu. Pokazuje w uśmiechu białe zęby. Kłania się. Grzmot oklasków. Ktoś rzucił kwiaty, ktoś inny — pomarańcze. Murzyn zajada, oblizuje się, gładzi po brzuchu. Mówi:
— Dobra, smaczna papu!
Ale gdzie Turek? Dawaj Turka. Dlaczego się spóźnia?
— Prędzej. Zaczynać!