— Nie można, panowie. Doktór stanowczo zabronił. Chłopiec jest bardzo zmęczony.

— Ale ja muszę. Skąd go pan wyszukał? Jestem redaktorem. Siadaj pan do mego samochodu: razem zjemy kolację.

Wsiedli. Rozmawiają.

— Więc naprawdę pan nie wie? To źle. Za dwie godziny zaczną drukować poranne gazety. Musimy napisać. Czy Francuz, czy paryżanin, ma rodziców — sierota? Co robił do tej pory?

— Doktór zabronił mu mówić. Rozumie pan: serce. Taki wysiłek.

— Ha, trudno. Ale wiadomość być musi. Obiecałem do czterech gazet. W dodatku głodny jestem jak wilk.

Samochód zatrzymał się przed restauracją.

— Niech pan zamówi coś do zjedzenia, ja idę do telefonu.

Telefon pierwszy, do pierwszej gazety:

„Czerwona Maska, który pokonał Murzyna, jest synem pijaka. Sprzedany przez ojca Cyganom występował w wędrownych cyrkach. Pierwszy raz w Paryżu...”