Na okręcie nudził go doktór, a teraz, więcej jeszcze, sekretarz i reżyser filmowy.

Próby, próby i próby.

— Jeszcze raz. Scena sto dziesiąta.

— Po co, kiedy już umiem?

— Ty umiesz, ale inni źle grają.

— A co mnie to obchodzi?

Czasem na złość gra źle, bo niech go przestaną męczyć, przebierać jak lalkę. Gra sierotę. Obraz będzie się nazywał: Dziecię garnizonu. Albo: Tajemnica małego Dżeka. Jest szpiegiem, przekrada się przez druty kolczaste.

Niech już fotografują.

Nie; bo raz czapka niedobra, to znów spodnie inaczej podarte, nie tak, jak potrzeba; worek za duży, więc zasłania lewą nogę.

Znów krawiec przymierza, znów fryzjer inaczej układa potargane włosy. Kłócą się, czy rana ma być na policzku, czy na czole. A Kajtuś stoi jak głupi i czeka.