Powiada:
— Słuchaj, Zośka, jak znów przyjdziesz...
Więcej Kajtuś nie słyszał. Ale ma plan.
Dał ręką znak, że zaczyna. Przeszedł na drugą stronę, wyprzedził je i wrócił — i prosto na spotkanie.
Idzie. Głowę zwiesił, niby zamyślony.
Już je mija. Nagle staje. Spojrzał.
— Ooo, Zośka! Kiedy przyjechałaś?
Ona patrzy. Stoi zdziwiona.
A on — hop! Objął za szyję — i pac! Pocałował.
Głupia — jeszcze się nachyliła. Tak się pysznie udało.