Wsiadł w pierwszy napotkany samochód i wydał polecenie. Na koncert Greya.
Zapłacił. Kupił lożę na wprost estrady118. I siedzi w wielkiej sali koncertowej.
Znużony drogą oparł się o fotel. Zmęczony podróżą przymknął oczy. Zasnął.
Śni mu się? Czy widzi? Czy słyszy? Czy ziemia, czy niebo? Płynie, a wokół kołyszą go fale pieśni.
Budzi się. Patrzy.
Tam daleko stoi, kto? Grey — jeden tylko człowiek. Trzyma w ręce, co? Małe drewniane pudełko — bo czym są skrzypce? Wodzi po czterech strunach kijkiem — bo czym jest smyczek?
A oto w tysiące serc idzie tyle cichych szeptów — wspomnień, tęsknoty. Niezrozumiałe wyrazy dają nieznane rozkazy. Dziwna jasność i ciepło, i cisza, i piękno, i słodycz.
— Tak, to więcej niż czar.
Kajtuś słucha.
Nagle pomyślał, że to się skończy, że Grey przestanie grać. Szkoda.