Gra bajki, które słyszał, gdy mały był i do szkoły nie chodził. Gra Czerwonego Kapturka, Kopciuszka i Kota w butach. O krasnoludkach i o dobrej wróżce, i o Zosi sierocie, i jej mamie-wdowie.
Widzi Kajtuś cmentarz i grób babci. O babci opowiada, o słabej, pochylonej, dobrej — opowiada skrzypcami.
Dwie łzy stanęły w kącikach pod powiekami, rzęsami je kołysze w górę, na dół, w górę, na dół.
Śpiewają skrzypce Kajtusine o dziadku, który był porywczy, o tajemniczym zegarze i dzikim winie, o psach i o kurce, która przestała się nieść. Dawno... bardzo dawno...
— Kto ty jesteś? — pytają się skrzypce Greya.
— Zgadnij — odpowiada Kajtuś. — Zgadnij, słuchaj.
I znów o Wiśle, a nad brzegiem Wisły domy drewniane, chaty rybaków. Chat przybywa — wyrastają dworki i pałace. Jeszcze szumi bór, ale drzew już mniej, już mniej drzew wysokich nad szarą rzeką. Dawno, najdawniej.
Gra Kajtuś fanfarę. Orkiestra wojskowa. Rżą konie, chorągwie powiewają.
— Kto to?
— Król.