— No chodźcie, urwisy.
Teraz dopiero zauważył Kajtuś, że było chłopców z dziesięciu; zaprowadził ich pan do biura; brudnego baraku drewnianego.
— Zaczekajcie tu, obdartusy.
Wołają ich po kolei do pokoju, na egzamin.
— Jak się nazywasz, ile masz lat, gdzie mieszkasz, czy chodziłeś do szkoły?
— What is your name?121 — Wie alt bist du?122 — Ou demeures tu?123 — Andato a scuola?124 — pyta się pan z fajką w zębach.
Kajtuś odpowiada po angielsku, po niemiecku, po włosku. Kłamie w czterech językach. To nic: zapisują do książki biurowej.
— Pokaż ręce. Pokaż zęby. Hm, hm! Przeczytaj to — to.
Na brudnej, zatłuszczonej kartce dwa zdania: „Nie kraść. Słuchać się”.
— Zrozumiałeś?