— Podaj szklankę wody. Żywo ruszaj się. Nie tak. Nie z tej strony. Uśmiechnij się, karawaniarzu127. Źle. Jeszcze raz. Masz zapałki. Weź pudełko do kieszeni.

Rudy usiadł, włożył do ust papierosa, zawołał:

— Chłopiec, ognia!

Kajtuś stoi.

— Ognia, rozumiesz, durniu? Podaj zapaloną zapałkę.

A Kajtusiowi ręce drżą. Chłopcy się śmieją. Zapałki sypią się na ziemię.

Kajtuś zbiera zapałki, a z oczu płyną łzy.

— No dosyć, kaleko. Na oczy mi się nie pokazuj, dopóki cię nie wytresują.

Zaczęli Kajtusia tresować. Dali zielony fraczek ze złotymi guzikami. Zaczęła się służba.

Próbują, czy Kajtuś posłuszny, czy pracowity, czy nie ma długiego języka, czy nie będzie donosił.