— Puść pan.

— Nie puszczę. Zdejm czapkę. Jesteś czarodziej.

Ano, wpadł. Trudno. Niedobrze się stało. Zrzucił czapkę niewidkę i idzie pokornie.

Prowadzi go łapacz i rozmyśla, co robić dalej. Czarodziej to zdobycz nie lada. Największym detektywom się nie udawało. Naczelnika konwoju wyprowadził w pole. Filips zginął przez tego źrebaka.

„Jeżeli go oddam w policji, dostanę nagrodę. Lepiej zrobić się jego wspólnikiem”.

Kajtuś zmienił twarz, bo go może zechcą fotografować. Nie boi się: jest w formie, jak mówią sportowcy. Wymknie się z więzienia.

Łapacz jakby się domyślił, bo mówi łagodnie, prawie prosi:

— Tylko nie uciekaj. Nic ci złego nie zrobię.

Zaprowadził Kajtusia do zwyczajnego aresztu.

— Co to za chłopak? — pyta się dyżurny przodownik. — Z pogrzebu pewnie?