— A tak, z pogrzebu.

— Jak ci nie wstyd? Dobry ty jesteś numerek. Pokaż, co ukradłeś?

— Nie — mówi agent. — Może chciał, tylko nie zdążył. A może mi się zdawało.

Czeka, aż zostaną we dwóch.

— Słuchaj, chłopcze. Jesteś w moich rękach.

— No bo co? Jestem.

— Wiesz, że za twoją głowę wyznaczona nagroda?

— Wiem. Czytałem.

— Ale mi ciebie żal. Jeżeli się zgodzisz, będzie nam obu dobrze. Sam widzisz: głupstwoś palnął. Bo nie? Kto mądry w tłumie ubiera czapkę niewidkę? Za mały jesteś. Nie umiesz sam. Więc naucz mnie czarów; będziemy sobie pomagali. No co? Jak ci się ta myśl podoba?

— Owszem. Bardzo dobra.