Ale sprawdziło się to, o czym mówił Filips: ma Kajtuś silniejszego niż policja wroga.

Chciał usiąść na ścianie i wpada w sieć pajęczą. Brzęczy żałośnie, a pająk na krzywych nogach już wisi nad Kajtusiem, już mu pierwszą nitkę zarzucił na skrzydła.

„Chcę, żądam: chcę być myszką”. Zamienił się w mysz.

Skoczył na podwórze przez okno. Zaszumiało szarej myszce w głowie. Nie wróciła jeszcze przytomność, a tu czarne kocisko rzuca się na Kajtusia.

Już myśli, że wybiła ostatnia godzina.

„Chcę, żądam. Żądam, rozkazuję”.

Zdążył. Spod łapy czarnego kota wyfrunął gołębiem.

Usiadł na dachu, ale mu ciasno, że ledwie oddycha. Frunął, ale szuka miejsca, by wrócić bezpiecznie na ziemię. Bo czuje, że długo nie wytrzyma.

I oto trzeci zamach na życie Kajtusia. Po raz trzeci w oczy śmierć mu zajrzała.

Jak kamień rzucił się na niego jastrząb. Już dotykały piór pazury jastrzębia, gdy w szalonym wysiłku wymknął się gołąb i ciężko padł między drzewa Ogrodu Saskiego.