. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wasze tu prawo, wasza siła i władza.
Otwiera drzwi.
Idzie śmiało przez długi mroczny korytarz.
Głośne echo liczy jego kroki.
Nie ma straży. Ale nie łudzi się: nie ma stąd ucieczki.
Nie na to porwany wichrem i uwięziony, by mógł opuścić twierdzę naczelnika.
Wchodzi do wysokiej sali.
Kamienne kolumny. Na marmurowej ścianie napisy dziwnymi literami.