Wstaje Kajtuś, biegnie — wspina się. Słucha.

Czy śni?

Z wieży rozległo się trzykroć powtórzone wołanie:

— Antoś! Antoś! Antoś!

Biegnie po schodach w górę. Nie ma wątpliwości.

To głos Zosi.

Szarpnął drzwiami.

Buchnął płomień: dym gryzący w oczach i w gardle. Nie uląkł się — stąpił w płomień. Biegnie mimo żaru.

Oczy ręką przysłonił.

— Antoś... Antoś...