— Żyjesz?

— Nie płacz.

Dźwignął się. Wsparty o ramię wróżki schodzi powoli po szerokich schodach z czarnego granitu.

Drzwi oszklone prowadzą do ogrodu.

Usiedli na ławce pod drzewem.

— Czy dawno, Zosiu, jesteś wróżką?

— Sama nie wiem. Bardzo pragnęłam nią zostać. Zbierając w lesie jagody, wijąc wianki z kwiatów, często myślałam, co robiłabym, gdybym była wróżką. Chciałam bardzo wiedzieć, czy są krasnoludki. Być dobrą dla dzieci, bronić przed krzywdą sieroty, pomagać smutnym i biednym. Nie wiedziałam, że tak trudno, tak bardzo trudno.

— Ale jak się to stało, że zostałaś wróżką?

— Nie wiem. Byłam mała, byłam szczęśliwa. Dlaczego ja mam dobrych rodziców, jasny i miły pokój, i ciepły płaszczyk, i książki, i zabawki — a inni głodni i im źle. Tyle jest na wsi biedy.

— I w mieście także.